Kuchnia Ratuje Nijakość – Kiszyniów, Mołdawia – czerwiec 2026
Stary trolejbus wiezie nas z lotniska do centrum miasta. Jest to mały pojazd, w którym bilety za gotówkę sprzedaje starszy mężczyzna, chodząc tam i z powrotem po całym pokładzie. Zresztą tak wygląda cała komunikacja miejska w Kiszyniowie, która opiera się głównie na trolejbusach. Są to wozy w różnym wieku, raczej nie przegubowe, a takie by się tu przydały, ale na szczęście jeżdżą bardzo często. Jest jeden rodzaj biletów – 7 MDL za przejazd. Istnieją też bilety miesięczne i aplikacja na telefon – taki pierwszy krok do cywilizacji. Bo wojna nuklearna skończyła się 50 lat temu. Ludzie powoli zaczynają żyć normalnym życiem. Wracają stare rzeczy, które powoli dostosowywane są do nowych czasów. Wraca cyfryzacja i cywilizacyjne zdobycze. Jest to powolny proces. I tak właśnie widzę Kiszyniów po pierwszych godzinach przebywania w tym mieście.
Winnica i winiarnia „Mileștii Mici” we wsi o tej samej nazwie to morze wina nie do wyobrażenia. 1 500 000 butelek. Oficjalny rekord Guinnessa. Około 200 kilometrów tuneli, z czego używanych jest około 55. Ogromne podziemne miasto wina. Opad pijanej szczęki aż do samej ziemi. Natomiast blok mieszkalny „Romanița” w stolicy Mołdawii to postapo na pełnej kurtyzanie. Na klatkę schodową wchodzimy z latarkami. Spoglądają na nas kamery i fotokomórki. Wjeżdżamy prawdopodobnie na ostatnie piętro. Winda ledwo dyszy i czujemy, że może to być nasza ostatnia podróż. Na ciemnych korytarzach natykamy się na małe opróżnione butelki po wysokoalkoholowych trunkach, które kiedyś żyły własnym życiem, a teraz leżą samotnie porzucone w ciemności, skrywając swoje tajemnice. Nasz wieczorny spacer po obrzeżach centrum miasta opiszę krótko: brzydota i nijakość tego miejsca poraża swoim pięknem.
Stolica Mołdawii ma niewiele do zaoferowania jeżeli chodzi o zwiedzanie. Architektura to głównie socrealizm, brutalizm i patodeweloperka. Wszystko rozrzucone w nieładzie, aczkolwiek centrum ma nawet ładne aleje. I one są jasną stroną tego miejsca plus zadbane zielone parki. Tak, Kiszyniów to naprawdę zielone miasto i o tej porze roku pięknie pachnące roślinnością. Dla kogo mogę polecić to miejsce? Przede wszystkim dla prawdziwych miłośników dobrego jedzenia i picia. To jest europejski top. Bary, restauracje, winiarnie i kawiarnie. Cała paleta smaków w różnych konfiguracjach, które podane są z należytą starannością. W mołdawską kuchnię wchodzimy delikatnie w sieci restauracji „La Plăcinte”. Młoda komunikatywna obsługa podaje nam smaczne dania w normalnych cenach. Ogólnie w Mołdawii jest tanio, a ludzie są w miarę mili i kontaktowi. Aczkolwiek istnieje przepaść pomiędzy pokoleniami i jednak u starszych osób da się wyczuć w różnym nasileniu sowieckość. Natomiast młodzi ludzie to już raczej mentalnie Europa Zachodnia – znają języki i nie mają kompleksów. Chociaż cały czas są narażeni na naukę nawyków z poprzedniego systemu. Trzeba też wspomnieć, że jest to biedny kraj i to widać na ulicach. Szara strefa stanowi tu poważny problem, ale w większości miejsc udaje nam się dokonywać transakcji kartą płatniczą. Porozumiewamy się głównie po angielsku, czasem po rosyjsku i w śladowych ilościach po rumuńsku.

































