Chaotyczne Miasto Świątyń – Bangkok, Tajlandia – listopad 2025

Bangkok – jedno z najbardziej odpychających miast w jakich dane mi było być. Chaotyczne, bez sensu i nieprzyjazne. Pierwsze co się rzuca w oczy to zblazowani turyści z całego świata. Skacowani, z nonszalanckimi ruchami, z tanim piwem w ręku, które smakuje jak rozwodniony szczoch, czasami upaleni marihuaną, bezmyślne rozglądają się za niczym. Pośród wieżowców, świątyń, osiedli biedoty, bogatych domów handlowych i centrów rozrywki nie ma tu nic szczególnego – czegoś z przyjemnym klimatem i oryginalną atmosferą. Poruszanie się po mieście to koszmar. Jest kilku przewoźników z różnymi systemami płatności za przejazdy i kilka aplikacji, które są bezużyteczne. Korki są ogromne i nie pomaga w ich rozładowaniu metro, ponieważ nie dociera ono do wielu miejsc. My posiłkujemy się aplikacją taksówkową Grab, ale przejazdy nie są tak tanie jak w Malezji. Jedyny mega plus to tramwaje wodne. Tak powinien wyglądać prawdziwy pasażerski transport rzeczny w mieście. Te łodzie tutaj pływają z dużą prędkością i częstotliwością, a wsiadanie i wysiadanie pasażerów trwa kilkanaście sekund. Są to regularne linie ze stałym rozkładem rejsów. A wieczorne przepłynięcie nimi przez centrum miasta rzeką Menam dostarcza wielu kolorowych wrażeń podczas pokazów typu „światło i dźwięk”, które odbywają się m.in. na świątyniach i mostach.

Świątynia, świątynia, świątynia… Bangkok – miasto świątyń. Nie są to spokojne miejsca kontemplacji. Sacrum często bywa nie oddzielone od profanum. I tak samo jak w wielu odłamach chrześcijaństwa zostały wypaczone nauki Jezusa, tak samo tutaj w Bangkoku zostały wypaczone nauki Buddy. Ociekające złotem miejsca kultu i wydumane rytuały raczej nie prowadzą do osiągnięcia nirwany. Jesteśmy zmuszeni przejść przez kilka najważniejszych kompleksów świątynnych, bo trzeba coś w tym mieście robić. Lista odwiedzonych przez nas miejsc wygląda mniej więcej tak:

  • Wat Paknam Phasi Charoen – świątynia z wysokim na 69 metrów posągiem Buddy.
  • Wat Arun – świątynia z fantazyjnymi iglicami, pomiędzy którymi mieszkańcy robią sobie stylizowane zdjęcia do mediów społecznościowych.
  • Wat Traimit – świątynia z największym na świecie posągiem Buddy wykonanym ze złota.
  • Wat Phra Kaeo – najświętsza świątynia państwa ze Szmaragdowym Buddą, który wykonany jest z jadeitu i ma na sobie złote szaty.
  • Wat Pho – świątynia ogromnego Leżącego Buddy, który właśnie kończy wszystkie swoje reinkarnacje i przechodzi w stan nirwany.
  • Wat Saket – kompleks świątynny z malowniczym miejscem na wzgórzu, z którego roztaczają się widoki na stolicę Tajlandii.

Jeżeli lubisz chodzić po świątyniach buddyjskich i ekskluzywnych centrach handlowych, jarać blanty, pić tanie (gówniane) piwo oraz spółkować z mężczyznami udającymi kobiety, to tak – Bangkok jest idealnym miejscem stworzonym właśnie dla ciebie. Jeżeli nie, to trzymaj się od tego miasta jak najdalej.

Nie wiem jak jest w innych regionach Tajlandii, natomiast w Bangkoku Tajowie są dla ciebie na tyle przyjaźni, na ile tego potrzebują. Bywają chamsko natarczywi, próbują traktować ciebie jak upośledzonego, są mało komunikatywni, często nie znają angielskiego nawet w miejscach bardzo turystycznych, a nawet niektóre osoby nie potrafią poprawnie odczytać napisów w swoim ojczystym języku i nagminnie zdarza im się olewanie rozmówcy. Do tego oszukują oraz kradną (na przykład buty wiernych przy świątyniach). Płatności kartami prawie nie istnieją. Nawet w dużych centrach handlowych są miejsca z progami cenowymi, od których akceptują tę formę płatności (np. 200 THB). Automaty biletowe – tylko gotówka. Od aplikacji płatniczych często pobierana jest prowizja. Punkty gastronomiczne są mocno rozczarowujące i mamy wrażenie, że w Polsce jest lepsze tajskie jedzenie niż tutaj. Często zdarza nam się nieuprzejma obsługa. Nierówności społeczne walą po oczach na każdym kroku. Ogromne i ekskluzywne centrum handlowe ICONSIAM, w którym paradoksalnie nic nie ma ciekawego oprócz pewnych elementów wnętrza, leży nieopodal osiedli biedy, gdzie ludzie śpią na ulicach. Rzekomo Tajlandia stawia na cyfryzację i automatyzację. Tego kompletnie nie widać w stolicy. To są jakieś mrzonki. A z kolei ilość wizerunków tutejszej rodziny królewskiej przypomina kult jednostki znany z Korei Północnej i budzi we mnie obrzydzenie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *